Zalew Rożnowski (małopolskie)

Browse By

Przenosimy się na drugi koniec Polski do województwa małopolskiego. Jeżeli mieliście okazję zwiedzić południową część naszego kraju, to mam nadzieję, że widzieliście również jedną z piękniejszych rzek, którą jest Dunajec. Prawy dopływ Wisły, jako łowisko, najbardziej atrakcyjny jest dla muszkarzy, ze względu na liczną populację pstrąga, utrzymaną również dzięki dużej ilości zarybień i bardziej restrykcyjnym regulaminom. Jadąc wzdłuż brzegu, w wielu miejscach możemy dostrzec dzikość tej rzeki, przedzierającej się przez doliny i wąwozy, pędzącej z przerażającą prędkością żeby za następnym zakrętem zamienić się w spokojne rozlewisko. Będąc w okolicy, warto poświęcić kilka godzin na podziwianie tej charakternej rzeki.

Czarny Dunajec

Na około 80-tym km Dunajca, w powiecie nowosądeckim przy miejscowości Rożnów, prawie 80 lat temu woda została spiętrzona i utworzono zalew o powierzchni 1 600 hektarów. Zbiornik jest duży i, jak przystało na zalew, bardzo zróżnicowany. Docierając tu, proponuję na początek przejażdżkę wokół zbiornika, żeby się rozeznać w terenie. Widoki, które nam się ukażą są niesamowite.

dsc_2216 dsc_2211

Szukając miejsca do rozbicia namiotu lub postawienia przyczepy, dotarłem tu na trzy pola kempingowe, jednak niewiele więcej ich tu znajdziemy. Zalew jest na tyle duży, że aż prosi się o to, aby baza wypoczynkowa była bardziej rozbudowana. Pierwsze pole znajduje się przy wschodniej części jeziora. Jadąc droga wojewódzką nr 975, skręcamy na rondzie przed miejscowością Gródek nad Dunajcem w prawo do Bartkowej. Cennik jest całkiem przyzwoity, pole jest zadbane, ale niestety jest to „wolnostojący” kawałek ziemi nad wodą. Małe, zatłoczone pole, gdzie nie znajdziemy schronienia przed promieniami słońca w upalne dni, gdyż nie ma żadnych drzew. Do połowów jak najbardziej, jednak żeby wypocząć kilka dni z rodziną, nie polecam.

Wracamy na drogę nr 975 i kierujemy się do miejscowości Gródek nad Dunajcem. Tutaj znajdziemy ośrodek Barbara. W skład ośrodka wchodzą domki letniskowe oraz pole namiotowe. Jedna część pola, to również pole bez drzew, o zmiennej wielkości, zależnej od poziomu wody w zbiorniku. Rozbijając namiot bezpośrednio nad wodą, warto wziąć pod uwagę możliwość, że rano nie trzeba będzie nawet z niego wychodzić, żeby popływać. Na końcu tej części pola znajduje się restauracja, która oferuje dobre jedzenie, możliwość gry w bilard i stół do piłkarzyków. W budynku znajdziemy też ścianę wyklejoną zdjęciami złowionych tu ryb, które są imponujące. Za restauracją znajduje się trochę bardziej osłonięta część pola, która jednak jest na tyle mała, że ciężko będzie znaleźć miejsce postojowe. Brzmi i wygląda nieźle, jeżeli jednak cenicie sobie ciche, spokojne wieczory i nocne łowienie, to niestety tutaj tego nie zastaniecie w sezonie letnim. W tym okresie na terenie ośrodka są organizowane imprezy z głośną muzyką, efektami świetlnymi i dźwiękowymi uczestników zabawy. Z drugiej strony można się dobrze wybawić bez dalekich wypraw. W końcu jest to również forma wypoczynku.

img_20150509_134154

Mają jednak fajne rowerki wodne i można pływać wokół wyspy niedaleko brzegu 🙂
Można też wypożyczyć łódkę z wiosłami lub wybrać się statkiem na rejs po jeziorze.

Jest jeszcze jedno miejsce, gdzie mają fajne rowerki wodne. Jest to Tabaszowa, po drugiej stronie jeziora. Dojazd do tego miejsca jest dość ciekawy, szczególnie z przyczepą. Najpierw musimy znaleźć drogę, kierując się małymi znakami jadąc właśnie od Tabaszowej. Po tej stronie zbiornika jedziemy drogą położoną nieco wyżej nad wodą, więc końcowy etap to strome zbocze. Jeżeli nie jesteście pewni, czy dacie radę zjechać tą drogą, można zadzwonić do właściciela pola, który przyjedzie z pomocą i bezpiecznie sprowadzi przyczepę kempingową nad wodę. Sam się zastanawiałem, czy jak już zjadę i nie będzie miejsca na polu, to czy będę w stanie wrócić, więc postanowiłem się przejść, żeby ocenić sytuację. Odległość, to mniej więcej kilometr. Do pola dotarłem w podskokach w mgnieniu oka. Po ustaleniu z właścicielem, że jest miejsce i za chwilę będę z przyczepą, ten się uśmiechnął i powiedział, że widzimy się za godzinkę. Dał mi jeszcze radę, żebym szedł jednostajnym tempem. Droga na górę nie wyglądała najgorzej, więc ruszyłem całkiem żwawo. To był błąd.

Po mniej więcej czterdziestu minutach i kilku przystankach na złapanie tchu dotarłem do samochodu zlany potem, dysząc jak pies po długim biegu nad brzegiem morza. Podejrzewam, że postawą również takiego przypominałem.

Pole jest długie, ale wąskie. Między lasem z wysokimi drzewami, a wodą mamy miejsca postojowe dla przyczep kempingowych, pas trawy, gdzie można rozbić namiot i pas piaszczystej plaży. Na terenie kempingu jest również sklep, w którym możemy zamawiać świeże pieczywo na następny dzień i kupić wszystko co potrzebne podczas wypoczynku. Chciałbym się skupić na miejscach postojowych dla przyczep. Miejsca są na małym wzniesieniu i są wybetonowane. Mamy do dyspozycji duży plac, gdzie spokojnie stanie nasza przyczepa wraz z samochodem. Każde miejsce jest również wyposażone w murowanego grilla, dostęp do prądu i wodę. To wszystko za bardzo przystępną cenę. Dzięki temu, że za plecami mamy zbocze z wysokimi drzewami przez większość dnia słońce nie dociera do naszej przyczepy, co z pewnością docenimy w nocy. Wypoczynek w tym miejscu jest gwarantowany.

dsc_0119

Wspominałem wcześniej o rowerku wodnym 🙂

dsc_0124

Skoro już znaleźliśmy miejsce, w którym chętnie zostaniemy, to czas ustawić przyczepę i rozłożyć wędki. Po kilku rozmowach z przebywającymi tu wędkarzami i właścicielem pola, wybór metody połowu padł na zestaw gruntowy. Ryba, która podobno była obecna w łowisku to leszcz, więc zacząłem montować zestaw. Wędka – feeder Mikado UV o długości 3,9 m. Do tego kołowrotek Jaxon z wolnym biegiem z żyłką do feedera 0,16. Na tej żyłce rurka antysplątaniowa o długości 25 cm z agrafką, do której przyczepiony był koszyczek zanętowy z dociążeniem 20g. Na krętliku od żyłki głównej, przypon 0,12 o długości 30-40 cm zakończony złotym haczykiem nr 8. Standardowy zestaw.

Do koszyczka trafiła mieszanka zanęt Traper na leszcza i kilka dodatków zapachowych. Na haczyku 3-5 białych robaków wyciągniętych z wiadra z zanętą. Zestaw poszybował daleko i po chwili osiadł na dnie.

Cisza … Nic nie drgnie, nie ma najmniejszego brania. Po zachodzie słońca dokładam do białych robaków czerwoną pinkę i wyrzucam zestaw. Odchodząc od wędek nie zdążyłem pokonać połowy dystansu między wodą, a przyczepą i już słyszałem wysoki dźwięk sygnalizatora brań. Podbiegłem do wędki, zobaczyłem luźną żyłkę i zaciąłem. Piękny leszcz o długości 40 cm. Tej nocy sygnalizator piszczał jeszcze wiele razy. Zarówno mój, jak i innych wędkarzy. Ryby średniej wielkości w przedziale 30-45 cm, ale za to często.

O ile noc była całkiem dobra, tak w dzień przez większość czasu nie byłem w stanie łowić. Powodem były regaty. Zwinne łódeczki przepływały na tyle blisko brzegu, że z każdym przepłynięciem zrywały nam żyłki. Wędkarz po mojej prawej miał wyraźnie solidniejsze żyłki na kołowrotkach i przez to nie stracił żyłki, tylko dwie wędki, które niemal wystrzeliły do jeziora i wbiły się w gęstą roślinność pare metrów od brzegu. Jedna wystawała z wody, więc szybko ją wyciągnął, ale drugiej nie było widać i szukanie zajęło nam prawie godzinę.

Miałem również zarzuconą gruntówkę z nawiniętą plecionką (dopiero co nawiniętą, prosto z opakowania). Oczywiście zarzuciłem po zakończeniu regat. Nie mogłem jednak przewidzieć, że para płynąca pontonem z silnikiem elektrycznym tak głęboko spojrzy sobie w oczy, że nie zobaczy zbliżającego się brzegu i przepłynie przez moją plecionkę. Pod wpływem kilkudziesięciu metrów nawiniętej linki, śruba silnika się zatrzymała i mogłem wyholować z wody dwumetrowy ponton z zawartością. Ze względu na to, że była to nowiutka plecionka, trochę się zdenerwowałem i stanowczym tonem nakazałem właścicielowi pontonu rozkręcić śrubę i oddać plecionkę. Następne trzy godziny spędziłem na rozplątywaniu linki, co udało się bez żadnych strat J

Wieczorem ponownie łowiłem piękne leszcze.

Miejsce jest świetne, właściciel i obsługa niesamowicie mili i pomocni, a ryb w zbiorniku nie brakuje, więc będąc w okolicy warto się zatrzymać właśnie tu. Warto jednak wziąć pod uwagę, że pole jest czynne jedynie od lipca do września i warto wcześniej zarezerwować sobie miejsce postojowe pod przyczepę.

Zalew Rożnowski jest dużym zbiornikiem, w którym mieszkają wielkie ryby i w zależności od tego, jaką rybę chcemy złowić musimy dobrać sobie miejsce połowu i zarezerwować odpowiednią ilość czasu. Rozmawiając z wędkarzami, których tu spotkałem i widząc zdjęcia rekordowych okazów, przekonałem się, że poświęcając trochę czasu na dobranie łowiska i nęcenie jesteśmy w stanie wyholować wymarzoną rybę. Mój czas był niestety mocno ograniczony, jednak samo złowienie dużej ilości ładnych leszczy w zaledwie dwie noce jest naprawdę dobrym znakiem, że ten zbiornik ma duży potencjał. Warto rozmawiać z miejscowymi wędkarzami i przede wszystkim właścicielami czy opiekunami pól kempingowych i korzystać z ich wiedzy, która może nam pomóc w połowach. Warto wypocząć kilka dni nad tym jeziorem z całą rodziną, ponieważ poza rybami znajdziemy mnóstwo atrakcji w najbliższej okolicy, zarówno dla dorosłych jak i dla dzieci.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *