Stawy w Brzezinach (łódzkie)

Browse By

Podejmując decyzję o przeprowadzce do Łodzi najbardziej obawiałem się braku możliwości łowienia. Zanim się zdecydowałem, starannie przejrzałem fora internetowe i informacje o zbiornikach wodnych. Ku mojemu zaskoczeniu dowiedziałem się, że przez Łódź przepływa aż 18 rzek. Zaskoczenie było tym większe, kiedy doczytałem, że praktycznie wszystkie te rzeki i strumienie zostały krótko mówiąc zamurowane. Koryta zostały zabudowane drogami, kamienicami i ulicą Piotrkowską, na której dzisiaj znajdziemy małe znaki informujące o tym, że tu przepływa rzeka. Mówimy o trzecim co do liczby ludności mieście w Polsce i nie ma w pobliżu żadnej dostępnej wody. Nie powiem, trochę się zmartwiłem, ale krążyły plotki, że w niedalekiej odległości można pomoczyć kija. Przeprowadzka przypadała na okres zimowy, więc miałem czas, żeby się rozeznać w terenie.

Wtedy nie odkryłem jeszcze namiotu ani przyczepy kempingowej, więc wypady na ryby wiązały się głównie z wędkowaniem po pracy, lub krótkimi wyjazdami na dzień i nockę. Musiałem znaleźć zbiornik, gdzie będę mógł łowić. W sieci znalazłem kilka łowisk komercyjnych, które nie wymagały dalekich podróży. Wiosną pojechałem, zobaczyłem i albo mnie nie wpuścili, albo zamykali wrota popołudniu. Było też kilka łowisk, które już nie funkcjonują i są ciągle zamknięte.

Zostało mi jeszcze jedno miejsce na liście, które odwiedziłem. Łowisko znajduje się w miejscowości Brzeziny, przy ul. Waryńskiego 62. Stawów z ulicy nie widać, ale drogę wskazuje nam dość duży znak, więc łatwo tu trafić. Łowisko jest czynne i ma się dobrze. Bardzo sympatyczny właściciel opowiedział mi o swoich stawach, rybach i zwyczajach na tym łowisku. Pobrał 10 złotych za cały dzień łowienia na dwie wędki, więc cena bardzo przyzwoita.

Są tu dwa stawy. Pierwszy jest położony nieco wyżej i w nim hodowane są pstrągi i karpie. Poniżej znajduje się największy staw o powierzchni około 1 ha, w którym można złowić karasia, karpia, lina, szczupaka, płoć, amura i suma. Ten staw posiada jedną odnogę, do której trzeba się dostać wąskim mostkiem i przedrzeć przez krzaki. Ta część jest nieco głębsza i tu kryją się największe ryby. Trzeba jednak uważać na zaczepy, których tu nie brakuje i strome zbocza.

Nie jestem wielkim miłośnikiem połowu pstrąga, więc rozstawiłem sprzęt przy większym stawie i zacząłem. Siedziałem już bardzo długo i złowiłem kilka małych płotek, jednak widziałem, jak na drugim brzegu ktoś wyciągnął ładnego amura, po mojej prawej, w siatce, wylądował niezły karp i jeszcze kilka innych ryb. Widać ryby są, tylko ja ich nie potrafię złowić. Wziąłem dzień urlopu i pojechałem nad staw w ciągu tygodnia, żeby mieć więcej miejsca i spokoju. Za drugim razem po wypróbowaniu kilku technik i przynęt zacząłem już łowić całkiem ładne sztuki. Gospodarz stwierdził, że nauczyłem się już łowić i powiedział mi o sumach które osiągają wagę kilkudziesięciu kilogramów. Oczywiście rozbudziło to moją wyobraźnię i zacząłem kombinować. Rozejrzałem się i dopiero wtedy zauważyłem, że teren jest dużo większy, jest na nim plac zabaw, miejsca na ognisko, miejsce na biesiadę oraz dwa domki letniskowe na wynajem za 110 i 130 złotych za dobę (w cenie możliwość łowienia dzień i noc).

Nie zastanawiałem się zbyt długo i najbliższy możliwy weekend spędziliśmy właśnie w jednym z tych domków. Zaskoczyło nas bardzo, jak zobaczyliśmy w tym domku wannę z hydromasażem i kominek z przygotowanym drewnem na opał. Całość była zadbana i czysta. Do tego okazało się, że u gospodarza można kupić różnego rodzaju robaki, kukurydzę, zanęty, kawę, herbatę i wiele innych przydatnych rzeczy. W sprzedaży są również wędzone i świeże rybki. Wypożyczymy też siatkę na ryby lub podbierak za symboliczną złotówkę.

Jak już się ulokowaliśmy w domku, należało rozpocząć łowienie. W dzień udało się złowić karpie w przedziale 1-2 kg, karasie dochodzące do 1 kg oraz inne mniejsze ryby. Zabawa była świetna. Jeżeli chodzi o zestaw, to najskuteczniejszy w dzień jest spławik o wyporności 4-6 gram. Proponuję zacisnąć śruciny na głównej żyłce, a na pięćdziesięciocentymetrowym przyponie jedną małą śrucinę około 15 centymetrów nad haczykiem nr 8 i jedną 10 centymetrów wyżej. Staw nie jest duży i można zarzucać delikatnie, więc nie trzeba się obawiać o splątanie zestawu. Przynęta jest kwestią dnia i pory roku. Ryby biorą na kukurydzę, białe robaki, pinkę, rosówki, tylko w zależności od tego na co mają danego dnia ochotę. Najczęstsze brania odnotowałem przy stosowaniu przegruntowanego zestawu ze spławikiem prawie leżącym na wodzie.

Po wieczornym grillu nadszedł czas na nocne łowienie. Ustawiłem podpórki, na hakach wylądowała wątróbka. Wędki stoją prawie pionowo, dzwoneczki ze świetlikiem ładnie zdobią szczytówki, a ja czekam na branie suma. Długo nic się nie działo, jednak w pewnym momencie zauważyłem bardzo dużego suma przepływającego tuż przy brzegu. Po tym widoku zacząłem wątpić w wytrzymałość zestawu, który zastosowałem. No nic, czekam dalej. Chwilę później nastąpiło branie. Wędka zakołysała na podpórce, dzwoneczek bił na alarm. Zacięcie, ładny hol i w podbieraku wylądował … karp. Ryba ważyła około 6 kg, więc była całkiem niezłym przyłowem. Ledwo zdążyłem ją wpuścić do wody, kiedy kątem oka zobaczyłem drugą wędkę, która wystrzeliła z podpórki niczym z procy. Zatrzymała się przy trzcinach, więc mogłem ją złapać i zaciąć. Na kiju poczułem ogromną siłę ryby i wiedziałem, że musi być duża. Hol trwał zaledwie kilkanaście sekund, po czym ryba wpłynęła w głębszą część stawu i żyłka nie wytrzymała. Niestety się nie udało, ale wróciłem z 6 kg karpiem na koncie, więc smutku nie było. Wypad zaliczyłem do udanych i jeszcze wiele razy bywałem na tym stawie od wiosny do późnej jesieni.

W przypadku łowisk komercyjnych zwyczajnie można spotkać tych samych wędkarzy, stałych bywalców. Tutaj nie jest inaczej, a przesympatyczny gospodarz zawsze się dopyta o złowione ryby i używane przynęty. Zdobytymi informacjami chętnie dzieli się z pozostałymi wędkarzami. Przy mojej kolejnej wizycie 2-3 tygodnie później, pomogłem podebrać holowaną rybę wędkarzowi, który zostawił podbierak zbyt daleko, żeby po niego sięgnąć. Po wypuszczeniu kilogramowego karpia, powiedział mi, że kilka tygodni temu ktoś tu złowił podobno sześciokilogramowego karpia na wątróbkę 🙂 Chyba pierwszy (ale nie ostatni) raz mogłem potwierdzić zasłyszaną plotkę.

Biorąc pod uwagę dostępne łowiska wokół Łodzi, z czystym sumieniem polecam te stawy. Można się świetnie pobawić i złowić bardzo ładne ryby. Cena za łowienie jest bardzo dobra, a cena za wynajęcie domku też jest przyzwoita. Domki są 4-6 osobowe, więc przeliczając na osobę koszt jest niewielki, a należy pamiętać, że w cenie jest opłata za łowienie.

W przypadku domku radzę jednak wszystkie przybory wędkarskie pochować do środka, ponieważ w okolicy jest sporo lisów, które podchodzą bardzo blisko i lubią buszować w znalezionych siatkach czy wiadrach. Jeden lis w nocy usiadł na kilka minut metr obok mnie, niczym wierny pies, a z kolei inny zabrał z tarasu cały, nierozpakowany worek zanęty. Skąd wiem, że złodziejem był lis, a nie człowiek? Ponieważ do lasu poprowadziła mnie ścieżka zanęty, która musiała się wysypywać z worka, jak lis usiłował ją doprowadzić do swojej nory.

Jeżeli chcielibyście więcej informacji na temat tego łowiska, to pytajcie w komentarzach, a chętnie odpowiem.

2 thoughts on “Stawy w Brzezinach (łódzkie)”

  1. Patryk says:

    Jaka jest cena za rybe

    1. Paweł says:

      Tego niestety nie pamiętam,a i cennik mógł się zmienić przez te kilka lat.
      Pozdrawiam

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *