Zalew Sulejowski – nikt nie mówił, że będzie łatwo!

Browse By

Łódź – miasto bez rzek i jezior. Dylematy związane z mieszkaniem w Łodzi opisywałem już przy wpisie o łowisku komercyjnym w Brzezinach. Zwyczajnie nie ma gdzie łowić. Jednak można pojechać troszeczkę dalej nad świetne łowisko, jakim jest Zalew Sulejowski. Zbiornik powstał w latach siedemdziesiątych na rzece Pilicy i jego linia brzegowa wynosi blisko 60 km. Powierzchnia to 2700 ha. Zalew jest bardzo zróżnicowany i każda jego część jest zupełnie inna, jeżeli chodzi o wędkarstwo.

Miałem okazję zwiedzić ten zbiornik z różnych stron i przedstawię wam kilka ciekawszych miejsc, biorąc pod uwagę kilkudniowy pobyt. Gdybym chciał zawrzeć wszystkie opisy w jednym wpisie, to raczej ciężko byłoby doczytać do końca, więc postanowiłem podzielić ten tekst na kilka części.

Okolice

Zanim jednak przedstawię wszystkie ciekawe miejscówki, powiem kilka słów o tym, co można zobaczyć w niedalekiej odległości. Jak już wspomniałem, zbiornik powstał wskutek spiętrzenia rzeki Pilicy i właśnie od samej rzeki warto zacząć podróż. W Tomaszowie Mazowieckim od wielu lat tworzony jest skansen rzeki Pilicy, gdzie możemy zobaczyć mnóstwo ciekawych rzeczy, które częściowo zostały z tej rzeki wyłowione i poznamy jej historię. Zabytkowe młyny i różnej daty kamienie młynarskie, to tylko część ekspozycji. Oprócz tego możemy podziwiać czołgi, eksperymentalny, opancerzony ciągnik Luftwaffe oraz 31-tonowy schron przeniesiony do skansenu z miejscowości przy Sulejowie. Myślę, że szczególnie dla najmłodszych jest to bardzo fajne miejsce do odwiedzenia. Po drugiej stronie ulicy mieszczą się tzw. Niebieskie Źródła, czyli rezerwat o którym najlepiej poczytać tu.

Żeby „ożywić” nieco atmosferę, po zakończonej lekcji historii i podziwianiu przyrody, możemy podjechać do Ośrodka Hodowli Żubrów w Smardzewicach, który istnieje już od 1934 roku. Samochodem dojedziemy do parkingu przy ośrodku, a dalej czeka nas spacer przez 3 km lub przejazd bryczką za dodatkową opłatą. Z tego co wiem, to niestety obecnie ośrodek jest zamknięty dla zwiedzających, ale warto mieć go na uwadze i sprawdzać, czy jest ponownie otwarty.

Przy Tomaszowie Mazowieckim możemy też zwiedzić podziemną trasę turystyczną Grot Nagórzyckich. Jest to dawna kopalnia piasku kwarcowego, którą oficjalne zwiedzać możemy dopiero od 2012 roku.
Według legendy w tych grotach ukrywał się i żył zbój Madej (ten od łoża) o którym z całą pewnością i miłą chęcią opowie wam przewodnik.

Zalew

Zacznijmy od samej wody. Nie jest zbyt czysta i dość często kwitnie, więc widząc ją po raz pierwszy, ciężko się przełamać i do niej wejść. Jednak podczas upalnego dnia każdy chce się ochłodzić i w końcu wskakuje do wody. Dno jest bardzo zróżnicowane i w jednym miejscu przez 50 metrów mamy wodę o głębokości 1,50 m, a w innym miejscu po 3 metrach zaczyna się spadek do 9 metrów. Nie brakuje tu również amatorów sportów wodnych, żeglarstwa, windsurfingu, kite-surfingu, skuterów wodnych, a nawet wielokrotnie widziałem jak skuter wodny ciągną za sobą człowieka ze spadochronem.

 Możemy się rozbić na piaszczystej plaży, łące lub bezpośrednio w lesie, albo wynająć domek w jednym z ośrodków. Możliwości jest wiele i postaram się przedstawić najważniejsze punkty, żeby każdy mógł sobie dobrać miejsce według własnych potrzeb.

Ośrodki i pola namiotowe

Pierwszy ośrodek, który chcę opisać to ośrodek w miejscowości Barkowice Mokre, bezpośrednio przylegający do ośrodka „U Bosmana”. Można tu wynająć domek za przystępną cenę w bardzo bliskiej odległości od wody. Domki nie są o wysokim standardzie, ale są wyposażone w najpotrzebniejsze rzeczy i na kilka dni można się zatrzymać. Miejscowi nazywają tę część zalewu „starym zalewem”. Na terenie ośrodka znajduje się też pole kempingowe prawie całkowicie zapełnione przyczepami. Właściciele tych przyczep zadomowili się tu już na stałe, ponieważ wiele z nich wygląda jak domki letniskowe. Są zabudowane altankami i mają ogrodzone niskim płotem „ogródek”. Widać, że stoją tu już wiele lat i raczej się już nigdzie nie ruszą.

Jak to bywa na większości łowisk, najpierw trzeba się nauczyć łowienia nad tą wodą. W przypadku zalewu jest to dodatkowo utrudnione, ponieważ każda część tego zbiornika jest inna. Przyjechałem do tego ośrodka dopiero po kilku wyjazdach, po tym jak już zdobyłem trochę doświadczenia i trafiały się całkiem fajne ryby. Okazało się jednak, że po tej stronie jeziora, czułem się jakbym pierwszy raz w życiu znalazł się nad tym zbiornikiem i nie mogłem niczego złowić. Dwa dni i jedną noc miałem zarzucone zestawy gruntowe i próbowałem wszystkiego, co działało na przeciwległym brzegu. Nie było nawet skubnięcia. Nadmienię, że początkowo nastawiłem się na leszcze, które tu występują dość licznie i są całkiem sporych rozmiarów. Z upływem godzin ryby, które chciałem złowić się zmieniały, aż w końcu już pomyślałem o użyciu spławika, krótkiego przyponu i uklejach przy powierzchni. Na szczęście zanim się zdecydowałem na zmianę sprzętu dołączył do mnie pewien stały bywalec, który był bardzo gadatliwy. Po prezentacji całego swojego sprzętu i rozstawieniu wędek podzielił się informacjami, które były przydatne w łowieniu.

Dowiedziałem się właśnie wtedy, że jest to stary zalew i ta część zbiornika „aż pachnie starością”. Żeby zwabić ryby, towarzysz stosował mieszankę różnych zanęt z dodatkiem wielu domowych składników. Co ciekawe, przygotowywał wszystko na początku roku i mroził. Dopiero przed wyjazdem nad wodę wyciągał porcję z zamrażarki. Ta zanęta nie miała słodkiego zapachu, tak jak pachnie zanęta na leszcza, czy karpiowate, ona zwyczajnie śmierdziała. Łowiąc, na haczyku lądował makaron. Nic nadzwyczajnego, ale jego makaron był pokryty delikatną warstwą pleśni, a przed spadaniem z haczyka powstrzymywał go jeden biały robak. Postanowiłem nie zmieniać swoich zestawów i poczekać na wyniki kolegi po kiju. Po długiej rozmowie i wymianie wielu informacji, postanowiłem się wycofać i chwycić trochę snu. Kiedy rano wstałem kolega właśnie zaczął pakować swój sprzęt. Okazało się, że w siatce miał 4 leszcze „łopaty” w rozmiarach od 50-70 cm, z czego pierwszego złowił ok 20 minut po tym, jak poszedłem spać. No i się zgarbiłem. Ryby trafiły znowu do wody i połów został zakończony. Tego dnia już wracaliśmy do Łodzi, więc już nie wyciągałem nawet wędek.

Co z tego wynika? Bez jakiejkolwiek wiedzy na temat łowiska, a w niektórych przypadkach nawet konkretnej części tego łowiska, możemy nie być w stanie skutecznie łowić. Oczywiście często jest też tak, że trafiamy nad kompletnie nieznaną wodę i uda się złowić całkiem ładne ryby, ale jest to bardziej przypadek niż skuteczne, celowe łowienie. Myślę, że spotkanie tego człowieka dzień wcześniej mogło poskutkować rybą w moim podbieraku, ale tym razem się już nie udało. Jeżeli jednak kiedyś znowu trafię w to miejsce, to będę wiedział co robić, także serdecznie dziękuję wędkarzowi, który zdradził mi naprawdę dużą część swojej wiedzy.

Innym razem, kiedy było zbyt zimno na rozbijanie namiotu, trafiłem do miejscowości Zarzęcin. Znaleźliśmy tu ze znajomymi domki na wynajem przy „Tawernie Pod Wściekłym Psem”. No dobra, może przesadziłem z nazwaniem tej budowli domkiem, ponieważ był to blaszak z oknami, łóżkami, kuchnią i łazienką. Jednak cały „obiekt” był zadbany i czysty, posiadał też ogrzewanie w postaci grzejników i farelek. Elementem dopełniającym okazała się cena. Myślę, że 20 złotych od osoby za dobę skusi niejednego. Od wody dzieliło nas niestety jakieś 100 metrów, ale nie ma co narzekać. Tawerna wciąż działała, więc można było korzystać z oferty gastronomicznej. Ta „część” zalewu byłą mi w miarę dobrze znana, więc spodziewałem się kilku ładnych brań. Zestawy na grunt z koszyczkiem i krótkim przyponem wylądowały w wodzie tuż po przyjeździe. Ponieważ domek był trochę dalej od wody, ustawiłem sygnalizatory na pełną głośność. W ciągu dnia na haczyku zawiesiło się kilka ładnych leszczy i płoci. Jednak pod wieczór zmieniłem trochę metodę połowu, ponieważ chciałem złowić nieco większą rybę.
Zmieniłem żyłkę na plecionkę, koszyczki zanętowe na ciężarki i haczyki na haki. Jako przynętę wybrałem wątróbkę, ponieważ rosówki są jednak bardziej uniwersalne. A siedząc trochę dalej od wody, wolałem ograniczyć ilość brań innych ryb. Po mniej więcej godzinie usłyszałem dźwięk sygnalizatora, który ewidentnie dawał mi do zrozumienia, że ryba szybko wyciąga plecionkę z kołowrotka. Podbiegłem, zaciąłem i pierwszy sum wylądował w moich rękach. Niestety mały, ok 30-40 cm. Ryba wróciła do wody, na haku wylądowała kolejna porcja wątróbki. Po kolejnej godzinie trzymałem w rękach rybkę o długości 50 cm. Następnego dnia łowiłem leszcze, krąpie i płocie, a noc znowu należała do sumów. Jeżeli o nie chodzi, to rzeczywiście było tu sporo „małych” sztuk, jednak zabawa całkiem niezła.

Według miejscowych zalew w ostatnich latach ma ogromny problem. Mianowicie, zmniejszyła się liczebność białej ryby, a drastycznie zwiększyła się populacja suma. Z tego co słyszałem, w ramach badań ustawiano klatki z przynętą, żeby dowiedzieć się więcej na temat sytuacji suma. Okazało się, że przez jedną noc, w jednej klatce znalazło się 20-30 młodych osobników tego gatunku. Z informacji uzyskanych od aktywnych członków koła i straży rybackiej dowiedziałem się, że zastanawiali się nawet nad wprowadzeniem nakazu zabierania wszystkich złowionych sumów bez względu na wymiar ochronny. Nie wiem, czy to w końcu weszło w życie i oczywiście, czy było to rzeczywiście rozważane, jednak z pewnością mogę powiedzieć, że w tej wodzie pływa dużo sumów.

Na tym zakończę mój wywód. Miejsca, które tu przedstawiłem, są całkiem dobre. Jeżeli chcemy być blisko wody i zatrzymać się w domku, a nie pod namiotem lub w przyczepie, to warto je odwiedzić. Objechałem całą linię brzegową i ciężko o domki bardzo blisko wody w rozsądnej cenie. Jeżeli chcecie wypocząć i połowić to informacje, które tu zawarłem z pewnością będą przydatne i pomogą w dobraniu odpowiedniego miejsca.

Jeżeli jednak czytaliście moje wcześniejsze „wypociny”, to wiecie, że domki letniskowe są dla mnie ostatnią deską ratunku. Zdecydowanie wolę spać pod namiotem lub w przyczepie kempingowej. Daje to dużo większe możliwości, jeżeli chodzi o dobór odpowiedniego miejsca. W kolejnym wpisie opiszę właśnie miejsca, w których warto biwakować. Spędziłem nad tym zalewem praktycznie cały sezon wędkarski, a nawet więcej, więc mam sporo informacji, które mogą być przydatne. Zaczynałem tu moją przygodę z przyczepą, a początki bywają trudne 🙂

Jest tu dużo ładnych ryb, które można złowić, ale tak jak wcześniej pisałem, warto mieć jakąkolwiek wiedzę na temat zalewu, żeby skutecznie łowić. Ryby biorą tu przez większość czasu chimerycznie, jednak wiedza na temat konkretnych miejsc i przynęt może wam ułatwić zadanie i pozwolić na całkiem ładną rybkę w stosunkowo krótkim czasie.

Jeżeli oprócz tego chcecie wiedzieć jaki namiot jest najlepszy na wichurę i ulewę, czego z całą pewnością nie robić z przyczepą w trakcie krążącej burzy i w jaki sposób można grabić jezioro, to zapraszam do czytania następnego wpisu na temat Zalewu Sulejowskiego, który pojawi się niedługo.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *