Ostrzyce – nauka nie poszła w las

Browse By

Na terenie Kaszubskiego Parku Krajobrazowego, w samym środku województwa Pomorskiego, między Kartuzami a Szymbarkiem, leży mała miejscowość Ostrzyce – urokliwe miejsce nad dużym jeziorem o powierzchni ponad 300 ha.

Jeżeli chodzi o atrakcje, to zapraszam do przeczytania wpisu dotyczącego jeziora w Borkowie, który znajdziecie pod tym LINKIEM, ponieważ te dwie miejscowości dzieli 50 km. Dodam jedynie, że 20 km od jeziora Ostrzyckiego znajdziemy krystalicznie czyste jeziora przy Kościerzynie, które są bardzo chętnie odwiedzane przez wędkarzy.
Znajdą się tu również świetne atrakcje dla całej rodziny jak Świat Labirynów Bliziny (30 km), gdzie możemy wspólnie pobłądzić po labiryntach linowych w polu kukurydzy.  W miejscowości Tuchlino (30 km) powstał niedawno Park Edukacyjny Zoo – Egzotyczne Kaszuby. Jest to wspaniałe miejsce, w którym poznamy egzotyczne gady, ryby i małe zwierzaki. O tym, że nie jest to zwykłe zoo, przekonamy się już przy samym wejściu, gdzie powita nas wielka papuga siedząca zwykle na drzwiach (nie w klatce). Im dalej wchodzimy, tym większe wrażenia. Możemy poprosić przewodników na przykład o wyciągnięcie agamy, która grzecznie usiądzie sobie na naszym barku, a między nogami może nam przejść legwan. Tym, którzy brzydzą się pająków, szczególnie polecam potrzymanie w dłoni wielkiego ptasznika. Okazuje się, że te stworzenia są całkiem przyjemne w dotyku i wcale nie takie straszne. Dla najmłodszych jest też mały wybieg z królikami i świnkami morskimi, które też możemy wziąć na ręce i pogłaskać, o ile uda się nam chwycić jakiegoś zwierzaka.

W samych Ostrzycach znajdziemy pola namiotowe, ośrodki, restauracje, prywatne domki do wynajęcia i kilka sklepów spożywczych. Jednym z ośrodków, który mogę polecić to „u Stolema”, gdzie w ofercie jest praktycznie wszystko, co wcześniej wymieniłem, oprócz tego park linowy i pole do Minigolfa. Posiadają też statek wycieczkowy, którym możemy popłynąć w rejs po jeziorze. Teren ośrodka obejmuje również mały stawik, w którym właściciel pozwala łowić, jeżeli się ładnie poprosi.

Samo jezioro jest zarządzane przez gospodarstwo rybackie Radbur, więc musimy wykupić dodatkowe zezwolenie, ale ryb tu nie brakuje, więc jak już jesteśmy, to warto zapłacić. A dlaczego? Już wyjaśniam.

Chciałbym zaznaczyć, że nad tym jeziorem ponownie złapałem „wędkarskiego bakcyla”. Łowiłem ryby jako dziecko z dziadkiem, ale z biegiem czasu gdzieś w mojej pamięci ten temat się rozmył. Jak dowiedziałem się, że moi koledzy regularnie „moczą kija”, to wróciły wspomnienia i dołączyłem do najbliższego wypadu. Pisałem wcześniej o stawie na terenie ośrodka. To właśnie tu, na samym początku, mnie przyprowadzili. Ja dosłownie raczkowałem i nie potrafiłem nawet zawiązać haczyka, więc byłem pewnie dość uciążliwy i prosiłem kolegę o przygotowanie zestawu, żeby móc złowić jakąś rybkę. Na szczęście, byłem dość pokornym uczniem i po jakimś czasie zacząłem sam „ogarniać” sprzęt, za co serdecznie dziękuję 😊

Myślę, że nie było lepszego miejsca na odnowienie znajomości z wędkarstwem, ponieważ złowiłem wtedy (jak mi się wydawało) ogromną rybę, której wyciągnięcie wymagało pracy trzech osób, po tym jak żyłka oplątała się wokół drewnianej tabliczki wystającej z wody i musieliśmy przez długi czas biegać dookoła stawu, starając się wyholować sztukę. Znalazłem zdjęcie tego „potwora”, więc chętnie się podzielę:

Przejdźmy teraz do jeziora Ostrzyckiego. W zasadzie dosłownie możemy przejść, ponieważ od wspomnianego stawu mamy ok 500 metrów.

Często rozpoczynaliśmy łowienie tuż przed świtem, zanim pierwsze promienie słońca zaczęły się przedzierać przez korony drzew. Przygotowywaliśmy zanętę na leszcza i 3-4 kule trafiały do wody. Następnie szykowaliśmy sprzęt i chwilę później antenki naszych spławików już wystawały z wody. Nie musieliśmy długo czekać na charakterystyczne wyłożenie się spławika i wyciągnięcie ryby. Były to małe sztuki, ale za to częstotliwość brań była bardzo duża, więc zabawa była niezła. Ryby rzucały się głównie na białe robaki.

To były początki mojego łowienia, więc cieszyłem się z każdej, nawet najmniejszej, ryby (w sumie do dziś tak mi zostało). Jednak, bez wątpienia, złowimy w tej wodzie też prawdziwe okazy, o których chętnie wspomną miejscowi wędkarze, jeżeli się ich zapytacie.

W moim pierwszym wpisie opisywałem jezioro Otomin i podzieliłem się z wami moimi początkami ze spinningiem. Oczywiście po tym „wielkim odkryciu”, spróbowałem moich sił również w Ostrzycach. Szczupaków i okoni jest w tym jeziorze dość dużo. Szczególnie te drugie są niemalże wszędzie. Warto zarzucić małą obrotówkę przy trzcinach i cieszyć się garbusami.

Na spinning łowiłem wtedy na delikatną wędkę Mikado Diamond Spin o ciężarze wyrzutu do 12 gram, więc każda większa ryba budziła bardzo duże emocje. Będąc początkowym wędkarzem, czasami nie wiedziałem nawet gdzie jest ryba i co się dzieje. Dopiero po jej wyciągnięciu zrozumiałem, co miałem na haczyku. Tak właśnie było w przypadku pierwszego większego okonia. Po zacięciu dość daleko od brzegu, patrzyłem tylko jak ryba raz ciągnęła w lewą stronę, a sekundę później znajdowała się już po mojej prawej. Po wyciągnięciu tego okonia byłem najszczęśliwszym człowiekiem świata 😊

Oczywiście bywały też dni, w które nie udało się złowić żadnej większej sztuki, a czasami nawet żadnej ryby. W takim wypadku pozostało nam jedynie wrócić nad staw w ośrodku i wypowiedzieć to najważniejsze życzenie o wielkiej rybie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *