Grunt to Wisła

Browse By

W poprzednim wpisie przybliżyłem wędkarstwo spinningowe nad Wisłą, a teraz przyszedł czas na połowy z gruntu. Szczególnie skupię się na nocnym łowieniu i opowiem o całym niezbędniku, który przyczyni się do miłego wypoczynku nad wodą.

Uganiając się za drapieżnikiem ze spinningiem, zakładamy kamizelkę lub plecak z przynętami, chwytamy za wędkę i zaczynamy łowić, przemierzając niekiedy kilometry wzdłuż brzegu rzeki. Wędkarstwo gruntowe wydaje się być dokładną odwrotnością. Przemierzamy kilometry do wędkarskiego, żeby uzupełnić sprzęt, kupić robaki, zanętę, do hipermarketu po baterie, jedzenie, picie, a czasami jeszcze do innych mniej lub bardziej specjalistycznych sklepów po to, żeby później całą noc siedzieć nad wodą w jednym miejscu na wygodnym fotelu, czekając na branie.

W takim razie, co się przydaje podczas nocnej zasiadki? Z pewnością potrzebujemy wędki – osobiście zwykle łowię jednym feederem (3,3m – 3,9m) i jedną solidniejszą gruntówką (ok. 3m). Do obu typów używam średniej wielkości kołowrotków z wolnym biegiem, ponieważ uważam ten system za bardzo praktyczny. Nieraz już mi się przytrafiło, że wędka podczas brania została wciągnięta do wody, a w taki sposób nie ma na to szans. Cały zestaw zakończony jest rurką antysplątaniową z koszyczkiem, przyponem i haczykiem. Przydadzą się też, z całą pewnością, podpórki i elektroniczne sygnalizatory brań lub dzwoneczki z chemicznym świetlikiem i zwykłe „bombki” lub swingery które pozwolą na zobaczenie wstecznych brań.

Jeżeli podstawowy sprzęt już mamy, to czas na dobór zanęty. W sklepie wędkarskim znajdziemy całą paletę przeróżnych zanęt, więc warto się zastanowić jakich ryb się spodziewamy i pod tym kątem dobrać skład. Na wiślane leszcze stosuję zwykle mieszankę dwóch zanęt firmy Traper, którą podlewam atraktorem w płynie.

Jeżeli chodzi o robaki, które wylądują na haczyku lub w zanęcie, to proponuję zaopatrzyć się w zwykłe białe robaki, pinkę, a nawet rosówki. Ponadto jako przynętę warto zakupić też puszkę kukurydzy. Tyle na temat podstawowego wyposażenia wędkarskiego.

Mając na uwadze wiele godzin spędzonych w jednym miejscu przyda się wygodny fotel. Nie będziemy przecież stać całą noc albo siedzieć na kamieniach. Można też zabrać niewielki namiot lub parasol wędkarski z bocznymi ściankami. Latem pogoda potrafi bardzo szybko się zmieniać, więc trzeba być na to przygotowanym.

Następny punkt na liście jest dość oczywisty – nocą jest … ciemno. Obowiązkowo potrzebujemy więc latarek. Najlepiej sprawdzają się czołówki i bardzo przydatne są też słabsze stojące latarki, które oświetlą mały kawałek terenu blisko nas. Warto mieć ze sobą też odpowiedni zapas baterii. Światło (i ciepło) daje oczywiście też ognisko, przy którym przygotujemy w razie potrzeby kiełbaski. W tym celu przyda się podpałka i ewentualnie drewno kominkowe (do kupienia w wielu marketach i na stacjach benzynowych). Czasami wybierzemy takie miejsce nad wodą, gdzie wcale nie ma na tyle dużo drewna do pozbierania, a zdecydowanie daleki jestem od tego, żeby ścinać gałęzie i drzewa po to żeby je spalić.

Jednym z lepszych pomysłów jest zabranie ze sobą turystycznej kuchenki na wkłady gazowe. Kiedy brań jest niewiele i dopada mnie zmęczenie, mogę sobie zrobić gorącą kawę albo mocną herbatę i noc znowu jest piękna 😊

No tak, trochę się tego zebrało. Dlatego też, nad wodą, staram się zwykle być już późnym popołudniem, żeby mieć wystarczająco dużo czasu na rozstawienie całego majdanu, przygotowanie sprzętu i zanęty. Zaczynam właśnie od tego ostatniego, żeby wrzucić 2-3 większe kule do wody jak najszybciej. Do wiadra wsypuję 2/3 zanęty typowo leszczowej i 1/3 słabo zmielonej mieszanki rzecznej, w której są duże elementy ziaren i kukurydzy. Rozrabiając wszystko z woda dolewam trochę atraktora na leszcze lub ryby karpiowate, a na koniec zasypuję wszystko cienką warstwą pinki. Jeżeli chodzi o konsystencję to formując kule, zanęta nie powinna się kleić do rąk, a sama kula nie powinna się rozsypywać pod lekkim naciskiem. W miarę łowienia, nawilżam zanętę, żeby zachowała te właściwości. Dobrym pomysłem jest zamykane wiadro, wtedy rzadziej muszę dolewać wody.

W moim odczuciu zima w tym roku była wyjątkowo długa, więc postanowiłem się przygotować i zrobiłem własną zanętę. Jestem bardzo ciekaw jak się sprawdzi w wielkiej rzece. Jak już przetestuję, to z pewnością dam znać.

Po wstępnym zanęceniu, rozstawiam pozostałe graty i wtedy zaczynam łowić.

Na żyłkę główną zakładam rurkę antysplątaniową (długość ok. 20 cm) i dowiązuję krętlik. Doczepiam koszyczek bez dna, który napełniam zanętą, delikatnie ją ugniatając. Następnie przywiązuję przypon i haczyk. Jeżeli chodzi o długość przyponu, to zwykle zaczynam od nieco dłuższego (ok. 50 – 60 cm) i stopniowo go skracam aż do 30 cm. Dłuższy przypon na początek pomaga, gdy zanęta dopiero zaczyna wabić ryby i zwykle pierwsza pojawia się drobnica, która bierze delikatnie i potrzebuje chwili zanim połknie haczyk. W miarę nęcenia zjawią się większe osobniki, gdzie powinniśmy zacinać szybko i pewnie. Wtedy właśnie przydaje się krótszy przypon.

Podobną technikę stosuję względem haczyków. Na początek używam małego (nr 8 – 10) na który zakładam białe robaki lub pinkę. W zależności od intensywności brań i wielkości łowionych ryb, stopniowo zwiększam haczyk, aż do haka nr 4 z długim trzonkiem. Na nim finalnie ląduje połowa grubej rosówki i efekty bywają całkiem niezłe.

Jeżeli chodzi o ustawienie feedera, to staram się utworzyć kąt ok. 90 stopni pomiędzy szczytówką, a żyłką, którą naprężam na tyle, żeby ostatnie przelotki się trochę wygięły. W taki sposób, podczas brania, szczytówka zacznie uciekać w stronę wody lub, jak to często bywa w przypadku brania leszcza, wyprostuje się.

Gruntówka wygląda dość podobnie, z taką różnicą, że ustawiam ją na podpórce z tyłu, a przednia część spoczywa na sygnalizatorze brań, przy którym zamontowany jest swinger, który przy wstecznym braniu zlikwiduje luz na plecionce, co uruchomi sygnalizację brania.

Kiedyś wybraliśmy się na nockę z kolegą w okolice miejscowości Leszkowy i co jakiś czas mieliśmy krótkie brania na czerwone robaki, ale nie mogliśmy zaciąć żadnej ryby. Po zmianie haczyka na większy i założeniu właśnie połowy dżdżownicy wyciągnęliśmy kilka dorodnych leszczy w ciągu pół godziny (łącznie ponad 6 kg), więc wychodzę z założenia, że haczyk i przynęta na leszcza nie musi być drobna i często to się sprawdza.

Łowiąc na rosówki, przyłowem stają się czasami też ładne okonie, no i w miarę kombinowania z przynętami mogą się też zaczepić krąpie, karasie, płocie, klenie, a zdarzyło mi się również złowić małego suma i bolenia na kilka białych robaków.

Jeden jedyny raz wpadłem na „genialny” pomysł spędzenia nocki nad Wisłą samemu. Zabrałem jedynie niewielkiego psa. Kiedy siedzisz całą noc z kolegą to przeważnie ten czas nie upływa w milczeniu i nasza obecność na łowisku nie jest tajemnicą. Jednak siedząc samemu panuje kompletna cisza. Tej nocy stan wody był nieco wyższy, przez co siedziałem niemalże w krzakach. Pomijam wielu wędkarzy, którzy prawie na mnie wpadli, chcąc zająć to miejsce i tych, którzy chcieli właśnie tu załatwić swoje potrzeby, ale pies skutecznie ich odstraszył. Brania tej nocy były dość częste, więc większość czasu wpatrywałem się w dzwoneczek ze świetlikiem na szczytówce. Przez to nie zauważyłem bobra, który przepływał bardzo blisko mnie. Zobaczyłem go niestety dopiero kiedy wychodził na brzeg 5 metrów ode mnie. Szczerze powiem – nie wiedziałem, że te zwierzęta są aż tak wielkie. Mały pies już rwał się do ataku, ale udało mi się utrzymać go na smyczy, a ja byłem w pełni gotowy do … ucieczki. W tamtej chwili stanąłem przed ciężkim dylematem, czy rzeczywiście porzucić sprzęt wędkarski na pastwę bobra, czy chwycić za podpórkę i walczyć. Oczywiście przesadzam, ale w tamtym momencie było dramatycznie 😊 Na szczęście nic w tym czasie nie zakłóciło spokoju bobra i po kilku minutach zrywania trzcin i krzaków zabrał swoją zdobycz i spokojnie wrócił do wody.

Myślę więc, że nie warto łowić nocą w pojedynkę. Chociaż z drugiej strony siedzieliśmy pewnej nocy w Gdańsku przy moście wantowym i grzecznie łowiliśmy, kiedy tuż za nami nagle nadjechało czarne BMW z którego wysiadło trzech rosłych chłopów. Może i nic dziwnego, gdyby nie kije baseballowe w ręce każdego z nich. Okazało się, że nie mieli na myśli nic złego (przynajmniej wobec nas), ponieważ zapytali się jedynie, czy widzieliśmy w pobliżu jakiegoś „faceta na rowerze”. Ponieważ nic nie widzieliśmy, to odjechali szukać dalej. Wychodzi na to, że nie przepadają za rowerzystami …

Nocki nad Wisłą bywają krótko mówiąc zaskakujące i nieprzewidywalne. Pomijając niektóre mniejsze lub większe przygody ze zwierzętami, zatopione telefony i czasami też mokre stopy lub kolana, wieczór i noc to moim zdaniem najlepsza pora na łowienie ryb. Do podebrania są piękne leszcze, płocie i praktycznie każdy gatunek występujący w naszych wodach. Ryb jest sporo, tylko trzeba je trochę przechytrzyć. Oczywiście bywają też mniej udane noce, kiedy brania są sporadyczne, a rozmiary ryb nie powalają. Wtedy warto trochę zmienić metodę połowu i spróbować wyciągnąć nieco agresywniejsze rybki o czym już w najbliższym wpisie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *