Po prostu Nidzkie

Browse By

W pewnym momencie w roku, na horyzoncie pojawia się dłuższy urlop. W moim przypadku był to cały tydzień. Postanowiliśmy, przez ten czas, sprawdzić kilka Mazurskich jezior, a zaczęliśmy od jeziora Nidzkiego w miejscowości Jaśkowo.

Trasa ustalona, przyczepa przygotowana, konkretny camping wybrany, więc ruszamy w drogę. Po dotarciu na miejsce, widzimy ogromy, ogrodzony teren, gdzie bez problemu znajdzie się miejsce dla nas. Dodatkowo dostępne są domki, łódki, kajaki, rowerki wodne, bar, strzeżona plaża i duży pomost. Pełen wypas! Czy czegoś tu brakuje? Przejście linią brzegową na terenie ośrodka dało nam odpowiedź. Tylko niewielki fragment jest odpowiedni do wędkowania. Oczywiście, wszystkie miejsca już były zajęte, więc zrezygnowaliśmy i ruszyliśmy przez bramę campingu, nie wiedząc jeszcze gdzie szukać kolejnego miejsca na postój. Kilka metrów za wyjazdem, zobaczyliśmy napis na płocie „Wynajmę działkę” z podanym numerem. Szybki telefon, pytanie o cenę, dokładną lokalizację i już mamy miejsce dla siebie. Okazało się, że działka graniczy z terenem ośrodka, z którego wyjechaliśmy i postawiliśmy przyczepę tuż obok miejsca, gdzie stały przyczepy wędkujących.

Dostępny był prąd, woda i jedynie wychodek, ale mając wszystko we własnym domku, nie odstraszało nas to. Plusy znalezionego miejsca były takie, że oprócz nas, nie było tam nikogo innego i mieliśmy do dyspozycji piękny duży pomost, jak również miejsce do wędkowania z brzegu.

Do ośrodka z różnymi atrakcjami dla najmłodszych, młodych i starych mamy do pokonania jedynie drogę wokół siatki ogrodzeniowej, a wstęp na teren kosztuje 2 PLN za cały dzień, więc warto skorzystać chociażby z dużej plaży, czy baru.

No to urlop czas zacząć! Wędki wyciągnięte, zestawy przygotowane, sygnalizatory ustawione i czekamy na pierwszą rybkę. Długo to nie trwało, gdyż po chwili wyciągnąłem leszczyka. Oprócz łowienia na grunt, delikatnie donęcałem stanowisko przy pomoście, żeby za jakiś czas usiąść wygodnie z batem.

Pierwszy dzień przyniósł małe leszcze, kilka płotek i krąpi, więc bez rewelacji, ale jednak zawsze coś. Następnego dnia trzeba było rozpracować wodę od środka. Przyszedł czas na rejs! Wybraliśmy kajak i ruszyliśmy na jezioro. Pływając bez wędki i bez żadnego innego sprzętu, oczywiście nie sprawdzę głębokości łowiska, ukształtowania dna, ani gdzie się trzyma ryba. W najlepszym wypadku zobaczę kilka spławów. Co nie zmienia faktu, że kajak to świetna zabawa dla wszystkich i relaksuje podobnie jak samo wędkarstwo. Co niektórych nawet za bardzo. Mój młody pomocnik zasnął po 40 minutach pływania, więc niestety musieliśmy dobić ponownie do brzegu 😊

Po powrocie do przyczepy, do akcji wkroczył wspomniany wcześniej bat z lekkim 1,5 gramowym spławikiem, który wylądował w zanęconym łowisku w towarzystwie kilku kul zanęty. Na haku znalazł się biały robak w akompaniamencie słodkiej puszkowej kukurydzy. Taki kąsek nie mógł długo czekać na smakosza i dokładnie tak się stało. Spławik się wynurzył, przechylił i delikatnie zaczął płynąć w bok. Przywitałem leszcza szybkim uniesieniem bata w górę i poczułem ciężar ryby, która jak się okazało miała ok. 35 cm. Sukcesywne donęcanie przyniosło jeszcze sporo leszczy w rozmiarach do 45 cm. Takie ryby, wyciągnięte na bata z delikatną żyłką, dają niesamowite wrażenia i świetną zabawę. Sytuacja z leszczami powtarzała się przez koleje dwa dni i brania były zdecydowanie lepsze, niż na grunt. Chociaż sygnalizatory bardzo często piszczały, to te osobniki były dużo mniejsze.

Ostatniego dnia pojawiło się kilku stałych bywalców, którzy zdradzili kilka sposobów na złowienie ładnego leszcza. Przede wszystkim kukurydza i makaron to dwa smakołyki tutejszych łopat. Okazało się również, że w tej wodzie występuje sporo grubych węgorzy, jednak ciężko je złowić na wędkę. Mi się niestety nie udało, ale może następnym razem?

Jezioro jest ogromne i jego linia brzegowa wynosi niecałe 70 km. Ja wykorzystałem do wędkowania aż całe 0,1 km przez te kilka dni. Kawałek dalej łowienie może wyglądać zupełnie inaczej, ze względu na roślinność, zróżnicowanie dna i oczywiście samą głębokość. Z całą pewnością ryba jest w tej wodzie i można ją złowić. Leszcze, płocie, krąpie, wzdręgi na grunt i spławik udało mi się skusić. Z doniesień słyszałem również o pięknych linach, węgorzach a nawet sumach.

Jeżeli się wybierzecie nad to jezioro lub może już łowiliście to zapraszam do podzielenia się wrażeniami i efektami 😊

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *