Wierzchowo – medialne Eldorado?

Browse By

Jezioro Wierzchowskie, to jedno z tych jezior, na temat których w Internecie przeczytamy mnóstwo zachęcających artykułów. Gdzieniegdzie nawet padają stwierdzenia, że jest ono wręcz „przerybione”, a woda aż się kotłuje od drapieżników i białej ryby.

„Wędkarskie Eldorado” – grzmią niektóre nagłówki.

No i jak się tu nie wybrać na kilka dni, żeby stać się głównym bohaterem jednego z wędkarskich filmików i na koniec pokazać pełną siatę pięknych okazów?

Jedziemy!

Pod wieczór rozbijamy się tuż nad wodą od północnej strony jeziora. Trochę nam zajmuje ustawienie wszystkiego i przygotowanie sprzętu, więc zestawy gruntowe lądują na dnie dość późno. Dodatkowo jest tu bardzo płytko, więc trzeba znaleźć miejsca, w których są dołki, rynny lub jakiekolwiek spady, przy których mogłaby się trzymać ryba. Niestety jest to czasochłonne i wymaga brodzenia w wodzie przez jakieś 30-40 metrów przy każdym wyrzuceniu zestawu. Niewielkie utrudnienie, ale czego się nie robi dla wędkarstwa.

„No, ale przecież jesteśmy nad Wierzchowem! Za chwilę nastąpi branie i będę holował rybę życia.” – dokładnie to myślałem przez pierwszą godzinę warowania przy wędkach.

Kolejna godzina upłynęła już w klimacie „Wierzchowo, więc tu musi być pełno ryb. Może za chwilę coś uderzy.”

Zrobiło się dość chłodno, więc rozpaliliśmy ognisko, zrobiliśmy kiełbaski i ponownie pełen nadziei, wróciłem do wędek. Po dłuższej chwili przeszedłem jeszcze przez etapy „Może chociaż jedna rybka się trafi?”, następnie „Ale, żeby nawet skubnięcia nie było?”, aż po ostateczne „Tu przecież nie ma ryb!”.

Zwykle, jak już dochodzę do tego ostatniego, to możliwe są dwa scenariusze. Pierwszy zakłada mocne branie i wyciągnięcie pierwszej ryby, a drugi wiąże się z ewidentnym, krótkim braniem po którym znowu nic się nie dzieje. Oba przypadki przedłużają łowienie o minimum godzinę. W tym przypadku jednak został wybrany scenariusz numer trzy, który nie zakładał żadnego „suspensu” i najzwyczajniej w świecie nic kompletnie się nie wydarzyło. Uznałem, że to idealny znak na schowanie wędek i długi sen.

Kolejnego ranka, mocno zniechęceni brakiem brań, już planowaliśmy wyjazd na następne jezioro. W tym momencie echem wróciły do nas ochy i achy z Internetu na temat jeziora Wierzchowskiego i postanowiliśmy spróbować szczęścia z innej strony akwenu. Przemieściliśmy się na wschodni brzeg na teren dawnego pola namiotowego. Urocze miejsce w lesie, absolutna cisza i spokój. Przyczepa stanęła na polance kawałek dalej od wody, niż zwykle, jednak wędki były wciąż w zasięgu wzroku i słuchu. Piaszczysta plaża rozciąga się tu na około 200-300 metrów wzdłuż jeziora, krystalicznie czysta woda i piaszczyste dno na dużej głębokości. To wszystko sprawiło, że wstąpiło w nas drugie życie i wędki poszły w ruch natychmiast.

Przez cały dzień niestety nie było nawet skubnięcia, jednak do braku ryb już się zdążyłem przyzwyczaić. Sama miejscówka jednak nam wynagradzała poniekąd tę posuchę, więc spokojnie czekaliśmy na noc, licząc na obfite połowy. Tak się złożyło, ze po zapadnięciu zmroku zerwał się tak silny wiatr, że dalsze łowienie nie miało już najmniejszego sensu.

Biorąc pod uwagę wieczorną klapę związaną z wichurą, stwierdziliśmy, że damy jeszcze jedną szanse tej wodzie i zostaniemy o jedną noc dłużej.

W tym przypadku kolejny dzień i kolejna noc nie przyniosły absolutnie żadnej zmiany w kwestii złowionych ryb. Dalej przegrywaliśmy do zera i z takim stanem konta też wyruszyliśmy w dalszą drogę nad Zalewy Nadarzyckie.

Jaki morał tej historii?

Żaden 😊

Mógłbym się teraz rozpisywać na temat Wierzchowskiego bezrybia, wyśrubowanego marketingu i odradzać wszystkim wyjazd na to jezioro. Byłoby w tym jednak tyle samo prawdy, co w tych wszystkich artykułach o wędkarskim Eldorado. 😉

Byliśmy nad wodą trzy doby w środku upalnego lata tego roku, więc nie uważam, że jest to wystarczający czas, żeby wyciągać jakiekolwiek wnioski na temat samego rybostanu. Jezioro jest ładne i czyste, posiada bardzo urozmaicone dno i z pewnością niezliczone kryjówki dla rybiej braci. Zawsze powtarzam, że dopóki nie zarzucicie zestawów, to się nie dowiecie co w wodzie piszczy, więc jedźcie i łówcie co się da!

Z drugiej strony zachęcam do zostawiania komentarzy, jeżeli byliście nad tym jeziorem i rzeczywiście doświadczyliście „wędkarskiego raju”. Chciałbym przeczytać z pierwszej ręki kto był i co złowił, żeby mieć argument na kolejny wyjazd w te strony. 😊

4 thoughts on “Wierzchowo – medialne Eldorado?”

  1. daria says:

    Czyli na ryby tam nie jeździć 😛

  2. Jankara says:

    Byłem we wrześniu w Orawce , wiart chciał głowe urwać, znalazłem zatokę w czcinach osłoniętą od wiatru, 3 godziny wędkowania na gruncie 30cm efekt 32 wzdręgi od 20dkg do 80dkg. To było eldorado. W tym czasie kolega pojechał na grzyby około 500 PRAWDZIWKÓW. To były dwa ELDORADA.

    1. Paweł says:

      Wow! No to już są jakieś konkrety. Dziękuję za ten komentarz, napawa optymizmem. Miałem nadzieję, że właśnie nie trafiłem w dobry okres. 😉

  3. Jankara says:

    Polecam
    Wierzchowo i Drężno. Ryby; Liny Leszcze Węgorze Płocie gruntowe. Wzdręgi Okonie. Noclegi w Orawce. TYLKO JESIENIĄ.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *