Słone w Skrzyni

Browse By

Słone w Skrzyni – nie chodzi tu o przepis dziadka na konserwowanie śledzi, a o jezioro Słone w miejscowości Skrzynia w gminie Osiek. Akwen o powierzchni ponad 100 hektarów i średniej głębokości niespełna 3 metrów.

Na wstępie napiszę, że byliśmy nad tym jeziorem kilka razy, jednak większość zdjęć wyparowała wraz z pamięcią jednego telefonu. Te, które się udało odzyskać dodałem do wpisu.

W jaki sposób można znaleźć takie zestawienie na wypad na ryby? A no dzięki potędze Internetu. Jedno ogłoszenie nowo otwartego pola kempingowego, telefon do przesympatycznych właścicieli i cel na majówkę obrany. Pole jest bardzo dobrze zorganizowane. Każda przyczepa lub namiot ma swój wydzielony kawałek terenu ze skrzynką prądu i doprowadzoną bieżącą wodą. W ten sposób właściciele wyeliminowali problem tłoku i każdy swobodnie może wypoczywać. Udało nam się ustawić za ostatnim wydzielonym kwadratem, bezpośrednio nad wodą. Miejsce to nie było jeszcze w pełni przygotowane pod przyczepę, jednak zwykły przedłużacz wystarczył, żeby dotrzeć do skrzynki.

Po rozpakowaniu wszystkich „gratów”, rozbiciu przedsionka i wszelkich innych niezbędnych gadżetów, można było jechać po zezwolenie do rybaka urzędującego na przeciwległym brzegu jeziora i wreszcie rozpakować sprzęt wędkarski. Osobiście najbardziej lubię łowić z brzegu, mając twardy grunt pod stopami. Tu jednak cała linia brzegowa na terenie pola jest „odcięta” od wody dużym pomostem z dodatkowymi odnogami. Konstrukcja jest bardzo stabilna i szeroka, więc nie było źle.

Po wstąpieniu na pomost okazało się, że wiatry nam nie sprzyjają. I to dosłownie – wiało tak mocno, że ciężko było mieć otwarte oczy. Dodatkowo temperatura, niestety, również nas nie chciała rozpieszczać. Każdy wędkarz jednak wie, że na ryby pogoda może być tylko dobra albo bardzo dobra. W przypadku pogody „dobrej” należy się odpowiednio ubrać. Szybka narada z kolegą i w ruch poszły gruntówki. Zanęta na nieznane łowisko? – Traper Giant Lake oraz Lorpio Heavy Feeder. Do tego kilka garści pinki, kukurydzy i starego, dobrego białego robaka.

Zestawy w wodzie, krzesełka na pomoście, kurtki zimowe, kilka warstw spodni, czapki, rękawiczki i kaptury naciągnięte, więc można czekać na pierwsze branie. Wiatr był na tyle silny, że przy niektórych podmuchach, był w stanie podnieść swingera i zasygnalizować fałszywe branie, co skutkowało zwykle poderwaniem się z krzesełka i chwyceniem za wędkę. Ten jakże naturalny odruch wędkarza bardzo szybko został zaktualizowany o dodatkowy krok, którym było błyskawiczne złożenie krzesełka wędkarskiego i położenie go płasko na pomoście. Wystarczyło raptem kilka zrywów do wędki, aby się tego nauczyć.

Niestety dopiero po mroźnej nocy (-4 stopnie) oraz ustaniu wiatru zaczęliśmy łowić drobne płotki, ukleje i leszczyki. Pomimo nie najlepszych wyników, miejscowi zapewniali nas o dorodnych leszczach, sandaczach, grubych płociach i krótko mówiąc – dość rybnej wodzie. Tym razem nie udało się nam potwierdzić tych informacji.

Jak już wspominałem na wstępie odwiedziliśmy jezioro Słone kilka razy i podczas jednej z wizyt postanowiłem wypróbować bata. Uzbroiłem kij Mikado Tournament Pole w stały spławik o wyporności 2 gramów na żyłce 0,18 z przyponem 0,16 zakończonym haczykiem nr 14.

Ze względu na dość dużą głębokość, ciężarki rozmieściłem punktowo, aby przynęta dotarła jak najszybciej do samego dna. Najlepszym sposobem są tu łezki przelotowe zablokowane śrucinami.

Mniej więcej 8-9 metrów od szczytu pomostu znajdował się spad i niewielki dołek. Tym razem przygotowałem zanętę Traper Leszcz z dodatkiem melasy, białego robaka oraz 250g ugotowanego pęczaku. Cztery kule wielkości małej pomarańczy wylądowały w namierzonym dołku, a na haczyk trafiły 4 mady.

Jak łatwo się domyślić, moim celem były leszcze. Na początek posiedzenia trafiło się kilka płotek i uklejek, które zdążyły zainteresować się przynętą jeszcze w trakcie opadu. Dopiero po 30 – 40 minutach złowiłem pierwszego leszcza o długości trochę ponad 20 cm.

Dorzuciłem dwie kule zanęty o wielkości mandarynki i w ten sposób już nęciłem co 30 minut.

Kilka drobnych ryb później, spławik podczas brania wynurzył się, położył i spokojnie zaczął odpływać w bok. Po paru minutach w podbieraku wylądował leszcz o długości 40 cm. Oznaczało to dla mnie tyle, że ryby, które były moim celem, wpłynęły w zanęcone łowisko, przygotowana mieszanka była skuteczna i że teraz zacznie się zabawa.

Taki leszcz waży zwykle niecały kilogram. Jak się spisał bat Mikado Tournament Pole? Bez zarzutu. Nie montowałem dodatkowo amortyzatora gumowego, więc wędzisko musiało hamować zrywy ryby. Znakomita amortyzacja szczytowej części bata pozwoliła nie tylko na utrzymanie ryby, ale i kontrolowanie holu. Solidne wykonanie tego kija umożliwiło również wyciągnięcie leszcza na tyle z wody, żeby wygodnie go podebrać.

Aby utrzymać ryby w łowisku, donęcałem teraz jedną małą kulką co 15 minut i wyciągałem leszcze w przedziale 30 – 50 cm przez kolejną godzinę z hakiem jeden po drugim. Na bata, kilka metrów od pomostu i z niedowierzaniem kolegów „po kiju” łowiących na dwóch stanowiskach obok z marnym efektem.

Ile to razy to ja siedziałem obok kogoś, kto wyciągał co chwilę porządną rybę, kiedy u mnie spławik ani drgnął. Tym razem ja miałem to szczęście, żeby być tym z pełną siatką. 😊

A no właśnie – ile „szczęścia” było w tym łowieniu?
Wcześniej już wspomniany dołek namierzyłem w zasadzie już podczas pierwszego pobytu nad jeziorem, kiedy woda jeszcze nie byłą nagrzana i ryby nie były zbyt aktywne.
Zanętę przygotowałem sprawdzoną na wielu łowiskach i wzbogaciłem ją o kilka standardowych składników oraz pęczak, który według miejscowych wędkarzy jest tu bardzo skutecznym dodatkiem.
Przygotowałem odpowiednio wytrzymały zestaw na średnie leszcze, który sprawdził się znakomicie.

Szczęście polegało na dwóch rzeczach – wolne stanowisko przy dołku oraz odpowiednia pora dnia. W związku z tym wyniki tego dnia uważam jednak za „wypracowane”.

Na co powinniśmy zwracać uwagę, łowiąc na bata?
Kiedy kij ma długość 5-6 metrów, to w większości przypadków będziemy w stanie operować jedną ręką, co daje nam większą swobodę poruszania się po naszym stanowisku. Jeżeli jednak łowimy wędziskiem powyżej tej długości (w moim przypadku było to 9 metrów), sytuacja się nieco komplikuje, ponieważ potrzebujemy dwóch rąk i sporo miejsca ze względu na wagę oraz opór wiatru. Warto więc zadbać o kilka szczegółów, które zdecydowanie zwiększą wygodę i dadzą umożliwią spokojny hol ryby.

Najważniejsze jest to, żeby wszystkie potrzebne rzeczy były w zasięgu ręki.
Holując w miarę dużą rybę nie mamy możliwości szukania podbieraka, który leży kilka metrów dalej, więc warto ułożyć go od razu tuż przed stopami.
Polecam również wybrać lub „stworzyć” miejsce na bezpieczne odłożenie bata na czas wypuszczania ryby lub jakichkolwiek innych czynności do wykonania, kiedy nie patrzymy na spławik.
Kolejne elementy to wiadro z zanętą, przynęty, przyrząd do wyjmowania haczyka z pyska ryby oraz, wbrew pozorom niezbędna, wilgotna szmatka do wycierania rąk 😊

Wracając do jeziora Słonego i pola namiotowego „Zakątek Skrzynia”, to gorąco polecam zarówno samo jezioro, jak i pobyt w tym miejscu. Właściciele są przemili i otwarci na wszelkie potrzeby swoich gości. Służą również dobrą radą, jeżeli chodzi o okolice włącznie z podawaniem dobrych miejsc na grzybobranie.

A ryby? „Ryby są, tylko trzeba umieć je złowić” 😉

2 thoughts on “Słone w Skrzyni”

  1. agata says:

    Czyli wypad się udał 😀

    1. Paweł says:

      Oczywiście ☺️

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *