Komercja – czy się stoi czy się leży, gruba ryba się należy ???

Browse By

Łowiska komercyjne mają obecnie tyle samo zwolenników co i przeciwników. Znalezienie jeziora we władaniu PZW, które obfituje w okazy jest nie lada wyzwaniem, więc popularność prywatnych, sowicie zarybionych akwenów rośnie. Większość wędkarzy uważa, że wyjazd na tak zwaną „komercję” jest gwarancją złowienia wielkich sztuk i właśnie tu przeciwnicy tych łowisk zgodnie twierdzą, że jest problem, ponieważ zanika element wabienia i szukania ryb, który jest elementarną częścią czerpania przyjemności z wędkowania.

A jak to wygląda w praktyce? Czy jak wybierzecie się na łowiska komercyjne, to wrócicie do domu z pękająca w szwach kartą pamięci waszego aparatu?

Wybraliśmy się na Łowisko u Roberta w Kleczewie niedaleko Konina, na którym nigdy wcześniej nie łowiliśmy. Będąc jednak przy Zalewie Pątnowskim rozmawiałem z wędkarzami – wszyscy zgodnie polecali to łowisko ze względu na piękne okazy ryb karpiowatych i jesiotrów.

Dla nas pierwszym i bardzo istotnym atutem tego miejsca jest możliwość przyjechania z przyczepą kempingową. Nie jest to pole namiotowe i nie ma tam podłączenia do prądu, ale jak by nie patrzeć, nie jedziemy stricte na biwak, tylko na ryby. 😊

Jak już dojechaliśmy i miejsce do spania niemalże samo się wtoczyło za nami, to czas się trochę rozejrzeć. Do dyspozycji wędkarzy są dwa bardzo duże stawy (ok 4ha na staw) oraz 1 mały. Są też toalety i prysznic (dodatkowo płatny), który jest przydatny przy dłuższych zasiadkach, czy to z przyczepą, czy z namiotem. Gdybyśmy zapomnieli zanęty, pelletu, kulek proteinowych lub robaków, to przy bramie na łowisko możemy uzupełnić braki. Na miejscu kiedyś znajdował się również Grill bar, który niestety już nie funkcjonuje, o czym nie ma  żadnej informacji na oficjalnej stronie. Na szczęście, jesteśmy w takim miejscu, że niedaleko mamy kilka sklepów spożywczych, a jeżeli brań jest dużo i nie chcemy się ruszać z łowiska, to możemy nawet zamówić pizzę lub inne dania restauracyjne z dowozem.

Samochód należy zostawić na parkingu na początku łowiska. Nie ma się jednak czego obawiać, ponieważ szybko dotrzemy nawet w najdalszy zakątek tego terenu, gdzie przewidujemy najlepsze brania. A to za sprawą podwózki melexem. Nie trzeba więc targać całego swojego sprzętu wzdłuż długich brzegów łowiska.

Przyczepa stoi, sprzęt rozstawiony i czekamy na branie. Trochę zanęty i za chwilę ryba musi się zjawić. „Przecież to komercja!” Z takim właśnie nastawieniem spędziłem całą noc bez żadnego brania…

Nad ranem w końcu coś się ruszyło. Szczytówka jednego z moich feederów zaczęła ostro drgać, zaciąłem i jest!!!

Leszcz tak „ogromny”, że mogłem go w całości schować w dłoni…

Trochę zrezygnowany po ok 15h bez ryby postanowiłem zostawić jedną karpiówkę „na wszelki wypadek” i przenieść się z feederami na mały staw, żeby trochę się pobawić z mniejszymi karpikami. Faktycznie już po chwili miałem kilka brań i ryb o wadze do 2-3 kg.

Kiedy tak się bawiłem w „rybim przedszkolu”, wędkarz, który rozstawił się ok 40 metrów obok mojego miejsca na dużym stawie, wyciągnął dwa dorodne karpie (z takiej odległości oceniłem je na 5-7 kg). Spojrzałem z politowaniem na moją piaskownicę, zabrałem swoje zabawki i wróciłem na szerokie wody głównego stawu. Znowu siedziałem bez brania, obserwując jak kolega obok wyciąga karpia za karpiem. Stwierdziłem, że może brak mi doświadczenia na tej wodzie, a kolega tu pewnie przyjeżdża często i doskonale wie jak i na co łowić i stąd moje niepowodzenie.

Do tego momentu siedziałem już bardzo długo bez brania, biorąc pod uwagę, że zacząłem popołudniu dnia poprzedniego, a właśnie zbliżało się południe. Oznacza to, że mój wypad na komercję zakończyłby się absolutną klęską, gdybym przyjechał na jeden dzień lub nawet dobę. Czyli bez ryby, wbrew temu, co wielu wędkarzy twierdzi o komercji. 😊

W każdym razie, moje szczytówki nie drgały, sygnalizator nie pikał, a kolega po kiju obok holował kolejnego karpia, z którym wyraźnie nie szło mu już tak łatwo. Podszedłem, żeby pomóc podebrać rybkę i okazało się, że to całkiem ładna sztuka o wadze ok. 9kg. Poza zrobieniem zdjęcia udało się chwilę porozmawiać i trochę się zdziwiłem, że łowimy na niemal identyczne zestawy. Podajniki do methody Mikado, do tego 8mm dumbells na włosie z silikonową gumką. Jako zanęta, mikropellet. Jedyne różnice to marka dumbellsów i mikropelletu oraz wędki. Karpiówki u kolegi vs. Feedery u mnie.

No i jak to tak?

A no tak, że podobno siedziałem na bardzo kiepskim miejscu. Niestety często się to nie zdarza, ale tym razem otrzymałem konkretną wskazówkę, gdzie powinienem siedzieć, żeby mieć szansę na rybę.

Świetnie!

Wziąłem więc jedynie niezbędne rzeczy (nie zaliczyłem do nich nawet krzesła) i ruszyłem we wskazanym kierunku. Kiedy mijałem ponownie byłego już sąsiada, ten dał mi na dodatek opakowanie dumbellsów, które miały być hitem na tym łowisku.

Siedziałem teraz dokładnie po drugiej stronie i ponownie czekałem na branie. Długo to nie trwało i wyciągnąłem kilka wzdręg i karasi. Wciąż nie były to jednak takie okazy, jakie przed chwilą widziałem. W pewnym momencie zauważyłem tuż przy brzegu potężne bąble wydobywające się na powierzchnie wody. Szybko przerzuciłem jednego feedera w to miejsce i czekałem z niecierpliwością. Po 10 minutach szczytówka mocno się przygięła i ryba zaczęła wyciągać żyłkę z kołowrotka. 15 minut walki i manewrowania rybą między zaczepami poskutkowało pięknym 9 kilogramowym pełnołuskim w podbieraku.

Złowiłem w tym miejscu jeszcze dwa mniejsze karpie i przedłużyliśmy pobyt o kolejną dobę 😊

Na noc przeniosłem się na miejsce, w którym wspomniany wcześniej wędkarz wyciągał rybę za rybą. Udało mi się tu jeszcze wyholować karpia o wadze 5 kg i 8 kg. Przez noc niestety niewiele się działo, a kolejne brania nastąpiły o świcie. Złowiłem jeszcze kilka sztuk w podobnym przedziale wagowym.

Do łowienia na methodę używam kołowrotków z wolnym biegiem, żeby przy energicznym braniu nie wskakiwać za wędką do wody, więc ryba swobodnie wyciąga żyłkę ze szpuli podczas brania i nie czuje żadnego oporu.

Chwilę przed godziną 12 nastąpiło potężne branie. Po zacięciu, ryba dalej wyciągała żyłkę tak szybko, jakby wolny bieg wciąż działał. Z wyczuciem dokręciłem hamulec tak, żeby ryba wciąż była w stanie wyciągać żyłkę, ale już z dużym oporem. Miałem na uwadze fakt, że łowię na żyłkę o średnicy 0,20 mm z przyponem 0,18 mm o wytrzymałości do 5 kg. Teraz się liczyło już tylko umiejętne prowadzenie ryby, amortyzacja zrywów wędką i hamulcem, żeby żyłka nie pękła. Udało mi się wielokrotnie odprowadzić rybę od zaczepów (pale i pozostałości po krzakach) i po 15 minutach wprowadziłem karpika do podbieraka. Ten jednak nie podzielił mojej euforii i zobaczywszy sieć podbieraka, postanowił zarządzić odwrót i odpłynął ponownie w stronę przeciwległego brzegu, co spowodowało kolejne 15 minut walki, podczas których ryba zrobiła jeszcze kilka odjazdów tuż przed podbierakiem. Jednak się udało i finalnie 11 kg z podbieraka powędrowało prosto w moje ręce. 😊

Co chcę przekazać tym tekstem?

A no tyle, że wypad na komercję nie oznacza gwarantowanego połowu, że każdej wody trzeba się nauczyć, że nie należy się poddawać i że zawsze warto porozmawiać z kimś, kto na danym akwenie ewidentnie „wymiata”. Czy to woda PZW, „komercja”, dzierżawione jezioro, gospodarstwo rybackie – uświadomienie sobie tych kilku punktów zwiększy nasze szanse na udany połów. Warto czerpać też wiedzę z Internetu 😉

 

Na koniec podam jeszcze sprzęt, którego używałem podczas holu największego okazu, dostępny w sklepie na-ryby.com:

Feedery Mikado UV twin feeder 330/390 z ciężarem wyrzutu do 110g

Żyłka Dragon Specialist Pro Match&Feeder

Kołowrotek Okuma Longbow XT Baitfeeder

Podajnik method feeder Mikado Aperio

Żyłka przyponowa Konger Steelon FC Tournament

Kółka silikonowe Mikado

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *